Ślepnąc od Świateł (HBO GO)

Ten serial jest jak narkotyki

Są w nim momenty piękne, którymi można się delektować i doznać czegoś w rodzaju uniesienia, haju. Oto bowiem oglądamy obraz, który ma swój własny styl, niepowtarzalny nastrój, nie boi się ryzykować i balansować na krawędzi między geniuszem a banałem. Są też bardzo bolesne zjazdy formy, gdzie zastanawiamy się czy nie wyłączyć tego gówna i nigdy nie wracać. Prawda, jak to zwykle bywa, leży gdzieś pośrodku.

Czy serial jest lepszy niż książka?

Głupie pytanie, na które jedyna dobra odpowiedź to „jest inny”. Moim zdaniem warto obejrzeć, nawet nie czytając książki, szczególnie że o ile pamiętam (książkę czytałem dość dawno) serial jest dość wierny materiałowi źródłowemu. Nie stracicie zatem wiele z treści, natomiast forma – to zupełnie inna para kaloszy.

Znalezione obrazy dla zapytania ślepnąc od świateł

Książkę odebrałem jako metodyczny zapis kilku dni z życia warszawskiego dilera, który w każdej sytuacji zachowuje zimną krew, na wszystko ma 3 plany awaryjne i nigdy nie puszczają mu nerwy. Czytając wyobrażałem sobie, że jestem w jego głowie – jest cicho, leci muzyka klasyczna, cicho szumi silnik samochodu a cały świat zewnętrzny to coś dziejącego się za szybą, na zewnątrz klosza jaki zbudował główny bohater aby odgrodzić się od całego brudu w jakim przyszło mu się obracać.

Serial wyrzyguje nam ten brud prosto w twarz, krzyczy do nas, szarpie za fraki, wali po głowie i atakuje feerią kolorów, dźwięków i wszelkiej maści obrzydliwości. Momentami prawie czułem zapach spoconych albo zakrwawionych ciał, błota, alkoholu, szczyn i rzygowin, których w tej produkcji znajdziecie w dużych ilościach.

Czy serial jest dobry jako serial?

Cała ta mieszanka jest dość wybuchowa. Ilość przemocy fizycznej i psychicznej, jaką tu zobaczymy, może przyprawić o mdłości. Tak samo jak ilość słabo zagranych scen, słabych min głównego bohatera, słabych zagrywek reżysera (momentami silącego się na jakieś formalne eksperymenty, które nie zawsze wypalają). Z drugiej strony mamy przeciwwagę w postaci momentami genialnych dialogów, świetnych ujęć i absolutnie oskarowych ról Frycza i Więckiewicza.

Jeśli miałbym jakąś radę dla potencjalnego widza – oglądaj nawet jeśli pierwsze 3-4 odcinki Cię rozczarują. Są tam tak słabe momenty, że sam przerywałem oglądanie na kilka dni albo tygodni. Na szczęście dotrwałem do końca i uważam, że jako całość produkcja ta broni się jako jedna z najlepszych rzeczy jakie widziałem w 2019 roku.

Udostępnij ten wpis FacebooklinkedinmailFacebooklinkedinmail
Obserwuj blog FacebooklinkedinrssmailFacebooklinkedinrssmail