The End of the F***ing World (Netflix)

Kolejny wpis typu „kiedyś napiszę nieco więcej ale dziś tylko polecam gorąco”. Chociaż czy na pewno „napiszę nieco więcej”? Czy warto poświęcać pół godziny na wpis o serialu, którego cały sezon trwa jakieś, w porywach, trzy godziny? Nie warto, więc będzie mocno skrótowo.

Co zatem mamy? Jest dwójka niedopasowanych do świata, rozchwianych psychicznie bohaterów (on i ona), którzy postanawiają uciec. Jest droga i przygody jakby wyjęte z filmów Tarantino. Są postaci, plenery i wnętrza jakby z filmów Lyncha albo Petera Weira. Jest też trochę starej dobrej przemocy i kilka trupów oraz naprawdę „pojebanych akcji”.

Jeśli lubicie być zaskakiwani i nie odstrasza was pomieszanie czarnej komedii, kryminału, psychologicznego dramatu, thrillera i gore (czyli są sceny gdzie następuje „delikatnie” przesadzone epatowanie przemocą, krwią, mięsem) to może nawet się wam spodoba.

W najgorszym wypadku wyłączycie po pierwszym odcinku i starcicie jakieś 20 minut. W najlepszym łykniecie 2 sezony na jeden wieczór (można się chyba wyrobić w około 5-6h).

Perypetie bohaterów są momentami zabawne, momentami okrutne albo wręcz obrzydliwe, ale skonstruowane w taki sposób aby zaciekawić, przywiązać do ekranu i nie puścić do ostatniej minuty.

Jeśli miałbym wymienić zalety tej produkcji to na pewno rewelacyjne główne (i nie tylko) role, świetne zdjęcia i scenografia oraz naprawdę wartka i wciągająca akcja. Do tego dochodzi dziwna sympatia jakiej widz nabiera do większości postaci. Kibicujemy im chyba dlatego, że zachowują się jak każdy z nas – kierują się niekontrolowanymi emocjami lub obezwładniającym strachem, popełniają błędy, los rzuca im kłody pod nogi. Wszystko to jest mocno wyolbrzymione, ale jakże „życiowe”.

Z wad – odcinki są tak krótkie, że brakuje momentami odrobiny refleksji, głębi. Postaci są przez to traktowane nieco po macoszemu, jak kukiełki, narzędzia do pokazania pełnej zakrętów i wywrotek opowieści. Mam przez to wrażenie, jakbym obcował z jakimś filmowym fast-foodem nastawionym na wywołanie u mnie szybkiego poczucia sytości a nie pełnoprawnym dziełem, po którym poczułbym się zaspokojony na znacznie dłużej.

Z drugiej strony raz na jakiś czas fast-food też człowiekowi jest potrzebny, nieprawdaż?

POLECANKI – filmyserialegrymuzykaksiążki

Comments

comments

Udostępnij ten wpis FacebooklinkedinmailFacebooklinkedinmail
Obserwuj blog FacebooklinkedinrssmailFacebooklinkedinrssmail