Joker

(nie)smaczny żart

Przed seansem Jokera pochłonąłem masę poleceń oraz jego wyborny trailer. Miałem nadzieję zaspokoić głód dobrze przyrządzonej i doprawionej rozrywki kinowej. Wiedziałem, że film nie trafia w każde podniebienie a niektóre sceny są wręcz… niesmaczne. Takie doniesienia tylko zaostrzyły mi apetyt. Poszedłem do kina spodziewając się dostać solidny dwudaniowy obiad, może nawet z deserem. Coś więcej niż produkowany masowo fast foody z rozwodnione colą. Rozczarowałem się…

…na szczęście pozytywnie, bo nakarmiono mnie iście po królewsku a Joaquin Phoenix zasłużył na gwiazdkę Michelina w kategorii „najlepsze główne danie”.

Zostawmy te kulinarne przenośnie i zastanówmy się dlaczego (zaraz po przeczytaniu tego wpisu) warto wybrać się na Jokera.

Możecie wyjść z kina zawiedzeni tym, że nie jest to klasyczny superbohaterski film w komiksowym uniwersum. Ja wyszedłem zachwycony – właśnie dlatego, że nie był to klasyczny superbohaterski film w komiksowym uniwersum.

Właściwie to jest.

Albo jeszcze inaczej inaczej – chciałbym aby tak wyglądały klasyczne superbohaterskie… no, sami wiecie o co chodzi.

Chciałbym, bo ten film można obejrzeć kompletnie nie znając świata komiksowego spod znaku DC, nie wiedząc kim jest do cholery Batman, nie lubiąc nawet komiksów ani generalnie „niskiej” popkultury.

To po prostu wybitne dzieło – cholernie dobrze zagrane, nakręcone i wyprodukowane. Ogląda się jednym tchem, często z zaciśniętą pięścią lub żołądkiem. Nie pozwala być obojętnym widzem, nie daje spokoju ani chłodnego dystansu. Pozostawia w głowie mętlik, a na źrenicach wypala obraz wykrzywionej w grymasie śmiecho-bólu twarzy odtwórcy tytułowej roli.

Aktora, który zasługuje za nią na co najmniej nominację do Oskara. Tak samo jak zdjęcia i scenografia, przynajmniej moim zdaniem.

Można potraktować ten tytuł jako prostą historię o tym skąd wziął się Joker – jeden z wielu szwarccharakterów uniwersum DC Comics. Można doszukać się dramatu ludzkiego i studium choroby psychicznej. Nietrudno przegapić nawiązania do napięć społecznych i przepaści między klasami społecznymi. Można zdumiewająco łatwo odnaleźć w tym filmie siebie lub swoich bliskich – walczących z lękami i słabościami, uciekających przed banałem i codziennością.

Można wreszcie machnąć ręką i powiedzieć, że film jest nieudany, epatujący okrucieństwem, przeszarżowany, że to teatr jednego aktora.

Jedyne czego nie można, to przejść obok niego obojętnie. Chyba, że potraficie obojętnie przejść obok filmu, który zdobył Złotego Lwa na tegorocznym festiwalu w Wenecji. Wtedy można.

POLECANKI – filmy, seriale, gry, muzyka, książki

Comments

comments

Udostępnij ten wpis FacebooklinkedinmailFacebooklinkedinmail
Obserwuj blog FacebooklinkedinrssmailFacebooklinkedinrssmail