Parasite

Gdzie się podziały tamte Quentiny?

Kiedy ostatnio wyszedłeś z filmu Tarantino ochlapany flakami, poplamiony krwią i z bananem na twarzy? Ciesząc się jak dziecko, że oto inteligentny reżyser bawił cię płytką i bezsensowną przemocą przez dwie godziny a ty mu za to zapłaciłeś i jeszcze ci z tym dobrze?

Tęsknisz do tego? Idź na Parasite, koreańskiego reżysera Joon-ho Bong’a. Film polecany przez samego QT.

Dostaniesz starą dobrą tarantinowo-slapstickową przemoc, której nigdy mało. Poczujesz ten znajomy miks komedii, thrillera i obyczaju. Zobaczysz świetnych aktorów wygłaszających błyskotliwe dialogi. Nacieszysz oczy bajecznymi ujęciami i oskarową (jak dla mnie) scenografią. Ale to nie wszystko.

Oglądając Parasite – film polecany przez samego Quentina – zrozumiałem, że jego autorzy przerośli Mistrza w co najmniej jednym, bardzo wyraźnym aspekcie. Zrobili obraz, który nie tylko bawi, straszy, zaskakuje, ale też do głębi porusza. Nie piszę tego z sarkazmem czy ironią. Wychodząc z kina czułem, że doświadczyłem coś głębszego, prawdziwego, ponadczasowego. Dotknąłem otwartej rany jaką jest struktura społeczna dzisiejszych czasów. Zobaczyłem historię, która wywleka na wierzch sytuacje, o których wolimy na co dzień nie myśleć.

Tarantino zawsze kojarzył mi się z dość płytką rozrywką – bardzo skuteczną ale niekoniecznie wnoszącą cokolwiek do naszego życia. Joon-ho Bong potrafił w tej formule dostarczyć dodatkową wartość. Polecając jego film (co niniejszym czynię) możemy mieć pewność, że nie tylko miłośnicy taniej sensacji ale nawet osoby szukające w kinie czegoś więcej wyjdą z kina zadowolone.

Comments

comments

Udostępnij ten wpis FacebooklinkedinmailFacebooklinkedinmail
Obserwuj blog FacebooklinkedinrssmailFacebooklinkedinrssmail