Palikernikejszyn 2019…

…Czyli palikowe Kazimiernikejszyn 2019. Było i za szybko się skończyło, jak wszystko co dobre. Jeśli zastanawialiście się czy warto jechać to od razu zdradzę tajemnicę – warto. Krótka fotorelacja poniżej a link do galerii z większą ilością zdjęć na końcu wpisu.

Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę. „Moja” kazimierska ekipa miała znaczną przewagę (4 do 1) kobiet, z czego najważniejsze były dwie moje córki – Emilka i Zosia. Dla nich były to pierwsze szlify festiwalowe i zależało nam, aby możliwie skutecznie „zarazić” je do takich wypadów. Bezspinkowa impreza idealnie wpasowała się w nasze potrzeby, oferując solidny zestaw wykonawców oraz całą masę pobocznych aktywności nastawionych między innymi na rodziny, dzieci i szeroko pojętą zabawę.

Piątek

Po zameldowaniu się na kwaterze (zasługującej na osobny wpis), ruszyliśmy na teren kamieniołomów, gdzie odbywały się koncerty.

Pierwszym zderzeniem z imprezą był trącący nieco biesiadnym graniem występ Bubliczków. Muzyka o nienachalnym uroku, ale do bujania się z dzieckiem na grzbiecie idealna. Zośka została łagodnie wciągnięta w całą sytuację i szybko zaczęła zachowywać się jak rasowy fan kaszubskiej kapeli.

Na Organku Zosiek opadł z sił i wycofałem się z nią na z góry upatrzone pozycje. Na posterunku została (do samego końca) reszta dziewczyn, a ochom i achom nie było później końca. My z Zosią obejrzeliśmy te występy z pewnego oddalenia, podziwiając przy okazji piękne okoliczności przyrody, oświetlenia itp – scena usytuowana na tle kolorowych skał kamieniołomów prezentowała się zjawiskowo.

Organek z oddalenia

Sobota

Kolejny dzień zaczęliśmy od niespiesznego zwiedzania okolic. Zamek, baszta, wzgórze trzech krzyży, rynek, Wisła – właściwie wszystko to daje się obejść w kilka godzin. Trudno nie dostrzec uroku, który aż bije z miejscowości i jej malowniczego położenia, chociaż – ze względu na wydarzenie o tej skali – został on nieco przyćmiony tłumami ludzi, aut i wszechobecnymi straganami z chińszczyzną. Trzeba jednak przyznać, że zdarzały się też (mam wrażenie, że częściej niż zwykle) stoiska z prawdziwym rękodziełem.

Wzgórze Trzech Krzyży

Po zwiedzaniu zrobiliśmy odwrót do naszej bazy noclegowej, aby zebrać siły na wieczór. Pomimo rojów much dzielnie próbowaliśmy się odprężyć…

Musza Chata

Wieczorem ponownie zameldowaliśmy się pod sceną. I ponownie – pierwszy koncert nas nie porwał, ale sprawdził się jako „zarażanie” klimatem dla Zosi. Tłum, głośna muzyka, bujanie – wszystko to ewidentnie sprawiało na niej duże wrażenie. Dla starszych słuchaczy (z naszej paczki) było to jednak dość słabe widowisko. Mam podejrzenie, że Mela Koteluk wzięła nie te tabletki, albo może ona tak ma po prostu. Słaby kontakt z publicznością, nieciekawe kawałki, pretensjonalne teksty… Dla mnie było to raczej stracone 2 godziny, minus przerwa na występ Serka, który, co symptomatyczne, zebrał większe brawa niż sama gwiazda.

Mela

Na szczęście nie zawiedli kolejni wykonawcy. The Dumplings w końcu rozruszali publikę i tak panie Maćku, na żywo brzmi to super ale nagrania studyjne nadal mnie nie przekonują (jeśli nie nazywasz się Maciek to sorry za prywatę). Kult też stanął na wysokości zadania – Kazik chyba nie potrafi grać krócej niż 2 godziny. Takich koncertów życzyłbym sobie częściej w moim życiu :).

Czerwone Pierożki

Poniedziałek

Jako, że niedziela zeszła nam głównie na wracaniu z Kazimierza, przenieśmy się w czasie do poniedziałku, kiedy składam ten wpis, czyli do podsumowania.

Cały wyjazd miał dla nas główny cel – wystawić nasze dzieci na działanie festiwalowego klimatu i sprawdzić jak zareagują. Dziewczyny zdały ten test, nomen omen, koncertowo. Emilka zawsze jako ostatnia schodziła z placu boju. Walczyła dzielnie pod sceną i chłonęła jak gąbka całe to, nowe dla niej, doświadczenie. Zosia z racji wieku odpływała nieco wcześniej, ale i tak nasiąkała atmosferą na śpiąco, wtulona pierwszego dnia w tatę, drugiego w mamę.

Cel poboczny, czyli uczestniczyć w fajnym muzycznym (i nie tylko) wydarzeniu, również uważam za bardziej niż zrealizowany.

Powoli kończąc i podsumowując – ogólne spostrzeżenia i rady dla nas samych i może też innych uczestników na kolejne lata, a także plusy i minusy:

Ekipa 4+1
  • atmosfera całej imprezy – bardzo sympatyczna, dużo „lekkich” freaków, rodzin z dziećmi, zero przemocy (w każdym razie nie spotkałem się),
  • punkty gastronomiczne w kamieniołomach serwowały naprawdę spoko jedzenie,
  • impreza jest dobrze zaplanowana, przemyślana, ludzi jest w sam raz, nie ma dramatów z kolejkami do jedzenia, piwa, toalet, parkingu itd,
  • warto zwrócić uwagę na organizację ruchu jeśli chcemy zajechać na koncert swoim samochodem – drogi dzielą się na dojazdowe i wyjazdowe, parking jest duży i blisko sceny,
  • dobrze jest mieć gotówkę, dużo miejsc miało problem z autoryzacją płatności kartą,
  • warto przed rozdzieleniem się ustalić jakiś plan awaryjny, podczas koncertu był problem z zasięgiem zarówno internetu jak i ogólnie usług komórkowych (np. SMSy potrafiły się gubić albo przychodzić po godzinie)

Mówiąc krótko – jeśli za rok nam się uda to chętnie powtórzymy!

No i na koniec obiecany link do galerii – https://photos.app.goo.gl/xJ1yG4uywPBA8zhs6 – miłego oglądania :).

Comments

comments

Udostępnij ten wpis FacebooklinkedinmailFacebooklinkedinmail
Obserwuj blog FacebooklinkedinrssmailFacebooklinkedinrssmail