Bonding

Ten serial to pułapka. Pierwszy odcinek włączyłem zwabiony zabawnym trailerem z udziałem ponętnej dominy (na co dzień zwykłej studentki), jej pomocnika-geja i ich spragnionych perwersji „klientów”. Perypetie tej dwójki – osobiste i zawodowe – praktycznie „same się oglądają” bo akcja płynie wartko a kolejne części są wyjątkowo krótkie.

Ostatni epizod obejrzałem niecałe trzy godziny później, bo cały sezon tyle mniej więcej trwa. Gdzie pułapka? Otóż przez te trzy godziny serial zmienia się w coś minimalnie głębszego (nie użyłbym słowa „głębokiego”) niż głupawa komedia epatująca modnym ostatnio przekraczaniem granic dobrego smaku. Efekt taki, że mimowolnie przywiązałem się do bohaterów i chętnie zobaczyłbym ich dalsze losy. Niestety, model biznesowy Netflixa zakłada produkowanie czegoś, co bardziej przypomina pilota pociętego na kilkunastominutowe odcinki, niż pełnoprawny sezon. Smuteczek.

Odkładając na bok marudzenie czego Netflix nam nie dał, skupmy się na pytaniu „co my tu mamy”?

Po pierwsze jest tu sporo humoru – głupawego, sytuacyjnego, slapstickowego, z lekką nutką komedii romantycznej. Na tym poziomie serial działa zgodnie z opisem na opakowaniu – świetnie spełnia swoją rolę zapchajdziury między czymś „poważnym”.

Po drugie mamy bohaterów, którzy „z zawodu” parają się profesją seksualnego poniżania swoich klientów. Każda profesja związana z przemysłem erotycznym jest dla widza potencjalnie ciekawą wyprawą w głąb czegoś nie do końca znanego. Tu mamy dodatkowy smaczek – wiele scen oparto o praktyki wywodzące się z BDSM. Jest to motyw przewodni całej produkcji. Twórcy lubią operować na granicy dobrego smaku a nawet lekko ją przekraczać. Może to budzić niepożądane emocje u co bardziej delikatnych lub pruderyjnych widzów ale myślę, że dla znakomitej większości będzie to raczej impuls do dalszego oglądania serialu.

Nie, żebym się znał, ale czytałem opinie (a może to znajomy mi mówił), że z prawdziwym BDSM nie ma ten serial za wiele wspólnego i jestem skłonny w to uwierzyć.

Mamy tu raczej płytkie wykorzystanie pewnych gadżetów i zachowań w celu wywołania u widza efektu w stylu: „czy ja naprawdę widziałem jak ten facet zrobił temu drugiemu to co zrobił? ohyda!”. Przy czym oglądamy z wypiekami dalej, czekając na kolejną tego typu scenę, z nadzieją, że będzie jeszcze odważniejsza, bardziej odjechana, itp. Ot taki pomysł autorów na przykucie odbiorców do ekranu. Nie potępiam, nie popieram, stwierdzam fakt – realizmu i głębi w tym żadnej bym nie szukał ale jako chwilowe zaspokojenie potrzeby pośmiania się – działa bardzo solidnie.

Po trzecie mamy wątek życia prywatnego i pokręconych relacji między głównymi bohaterami. Każdy mierzy się z przeszłością i teraźniejszością, gdzie musi utrzymać się jakoś w normach społecznych i udawać kogoś kim nie jest. Tu bywają momenty ciekawiej rozegrane, nie tak płytkie i nawet chwytające za serce, jeśli się takowe posiada :). Mamy więc coś w rodzaju drugiego dna i zaglądnięcia za maskę jaką nakładają w codziennym życiu obserwowanych na ekranie postaci. Jest też wątek coming-outu, który zgrabnie się z tym wszystkim wiąże.

Wszystkie powyższe elementy są podane przez dobrze dobranych aktorów, w lekkiej formie a bohaterowie posługują się żywym językiem i mają świetnie napisane dialogi.

Podsumowując – głupawego humoru czasem mi potrzeba, łamanie politycznej poprawności i walka z pruderyjnością (nawet jeśli podszyta panującą modą) zawsze mają moje poparcie, drugie dno i odsłonięcie masek bohaterów to całkiem udany zabieg, dialogi są żywe i naturalne, aktorzy robią robotę – czego chcieć więcej od produkcji, po której niczego się nie spodziewałem a dostałem o wiele więcej?

Kolejny sezon obejrzę jak tylko się pojawi.

Trailer

Link do Netflix – https://www.netflix.com/pl/title/81004814

Udostępnij ten wpis FacebooklinkedinmailFacebooklinkedinmail
Obserwuj blog FacebooklinkedinrssmailFacebooklinkedinrssmail