Derry Girls

Chcecie obejrzeć nudny serial o dziewczynach mieszkających na irlandzkiej prowincji? Bezbarwny, ze słabymi żartami i brakiem wyrazistych postaci? Nie zbliżajcie się do tej produkcji ponieważ grozi wam ból brzucha (ze śmiechu), natychmiastowe zakochanie w tytułowych bohaterkach a potem tęskne wyczekiwanie na sezon drugi.

Po pierwszym odcinku… wróć, co ja gadam. Po pierwszych minutach pierwszego odcinka wiedziałem, że to jest to. Zostałem wciągnięty w wir wydarzeń i od razu poczułem, że nie oderwę się za szybko. Na ekranie działo się zbyt wiele rzeczy mi bliskich. Małe miasteczko (jak moja Legnica), życiowe problemy młodych (jeszcze pamiętam) i starych (już znam), wątki religijno-polityczno-nacjonalistyczne (zupełnie jak w Polsce) a wszystko to zanurzone w sosie nieco absurdalnego (z niewielką domieszką slapstickowego) humoru. Nie jest to typowy angielski (np. monty-pythonowy) rodzaj żartu, więc nie macie się czego obawiać (o ile takiego nie trawicie).

Coś co uwielbiam w dobrych serialach to zapadające w pamięć, przekonujące postaci, których dialogi stoją na poziomie. Dodam, że chodzi mi o poziom nieco inny niż produkcje spod znaku „Ilona Łepkowska i przyjaciele”. Tutaj ten poziom jest znacznie ale to znacznie… inny. Tego się chce słuchać, to się chce oglądać. Aktorzy spisują się fantastycznie a obsada dobrana jest idealnie. Jak to mawiała No i wszędzie ten irlandzki akcent… miód na uszy i oczy.

Gorąco polecam jako coś pomiędzy Pavulonem a Espuminsanem – na rozluźnienie mięśni i spuszczenie gazów po ciężkich produkcjach typu Grach o Tron. Gwarantuję banana na twarzy na same wspomnienie, nawet wiele miesięcy później.

Comments

comments

Udostępnij ten wpis FacebooklinkedinmailFacebooklinkedinmail
Obserwuj blog FacebooklinkedinrssmailFacebooklinkedinrssmail