Co ma w sobie Halt and Catch Fire?

Na pierwszy rzut oka to kolejna „taśmowa” produkcja, obok której wiele osób przejdzie obojętnie. No bo kto by chciał oglądać jakieś nudy o inżynierach tworzących pierwsze pecety, sieci, oprogramowanie, gry? Spieszę z wyjaśnieniami, dlaczego uważam, że to serial nie tylko dla jajogłowych.

Bez specjalnej kolejności wyliczę to, co mnie w HCF ujęło:

  • świetnie zbudowane i zagrane postaci oraz scenariusz pokazujący ich wzajemne konflikty, tymczasowe sojusze, zawieszenia broni, działanie pod wpływem emocji i impulsu,
  • jako bonus do powyższego – wśród głównej czwórki bohaterów są dwie kobiety, co wpasowuje się w modny od kilku lat trend kodujących, znerdziałych, zgeeczałych i marchewkowych lasek (http://geekgirlscarrots.org/ pozdrawiam :))
  • pokazanie tego jak wiele w tym biznesie zależało od szczęścia, układów (nie tylko scalonych), przypadku ale także determinacji i odwagi, czasem graniczącej z bezczelnością,
  • uświadomienie „zwykłym ludziom” jak wiele z otaczającej nas technologii jest kompromisem między użytecznością, mocą obliczeniową, kosztami produkcji, czy czynnikami poza kontrolą firm (np. światowy kryzys, konkurencja)
  • pokazanie, że duże projekty często upadają przez pierdoły albo czyjeś ambicje lub zaniechanie działania (tchórzostwo) kiedy jest potrzebne,
  • poczucie, że oto widzimy moment, w którym narodziła się usługa lub technologia, której używamy na co dzień,
  • zadziwienie tym, że kiedyś nie było Google a mimo to ludzie w pracy tworzyli rzeczy niezwykłe, budowali sprzęt i pisali kod bazując na wiedzy wyniesionej ze szkoły i doświadczenia a nie przeklejonej z Stack Overflow 🙂
  • tęsknota do czasów (albo może coraz rzadziej spotykanej kultury pracy), kiedy zespół inżynierów tworzących produkt składał się nie z jednoosobowej armii robiącej za murarza-tynkarza-akrobatę, ale z grona specjalistów pracujących w swoich wąskich działkach,
  • obserwacja ludzi skupionych na jednym dopracowywanym do perfekcji produkcie – nie mówię, że dziś tak się nie robi, ja po prostu pracuję w środowisku gdzie mój czas jest zrównoleglony na kilka(naście) tematów dziennie,
  • rzut oka na środowisko pracy, w którym nie ma dystraktorów w postaci skrzynki mailowej, facebooka, komórek itd.,

Jeśli pracujesz w IT (albo lubisz dobre seriale osadzone w latach 70-80-90) to  powinieneś czym prędzej odpalić Showmax i dać się wciągnąć w ten świat. Zobaczysz jak mała firemka (wzorowana podobno na Compaq) wojowała z IBM na jego własnym gruncie (i wygrała), jak wyglądała praca w pierwszych „rebelianckich” startupach, jak powstawały i przepadały (lub zdobywały rynek) rozwiązania techniczne, jak to wszystko wpływało i kształtowało tamte i obecne czasy.

Przede wszystkim poznasz zaś – prywatnie i zawodowo – ludzi, którzy za tym wszystkim stali. Nie tylko inżynierów i programistów ale też inwestorów, handlowców, dyrektorów, księgowych, dziennikarzy i prawników – czyli cały przekrój branży technologicznej.

Jak dla mnie – nie ma na ten moment lepszego hołdu dla tej bandy, która odpowiada za dzisiejszy techno-bajzel. Gratulacje dla twórców serialu i lecę oglądać (jestem na końcu sezonu 2)!

Udostępnij ten wpis Facebookgoogle_pluslinkedinmailFacebookgoogle_pluslinkedinmail
Obserwuj blog Facebookgoogle_pluslinkedinrssmailFacebookgoogle_pluslinkedinrssmail