Zostałem fanem Opery

Nie rozumiem informatyków, którzy przyzwyczajają się do „ulubionych” produktów. Osobiście tyle razy już zmuszony byłem do zmian różnych narzędzi, że nauczyłem się nie liczyć na cokolwiek więcej niż „obecnie działa, ale kwestią czasu jest to kiedy działać przestanie i trzeba będzie znaleźć coś innego”. Przeglądarka internetowa jest klasycznym przykładem narzędzia, które ciągle ewoluuje i warto sprawdzać, czy aby na pewno korzystamy z aktualnie najlepszej opcji.

Niedawno Opera ogłosiła na swoim blogu, że nowa wersja ich przeglądarki zawiera hektolitry łez, potu i krwi programistów, których celem była poprawa wydajności. Zainstalowałem, przemęczyłem się pierwszy dzień obczajania nowego interfejsu, zebrałem szczękę z podłogi (naprawdę jest szybka) i pokochałem – jako podstawową, ale oczywiście nie jedyną (robiąc strony www i tak musisz mieć je wszystkie), przeglądarkę.

Możliwe, że za rok napiszę podobny wpis gdzie pożegnam się z Operą na rzecz konkurencji ale póki co cieszę się z gigantycznej różnicy w komforcie pracy.

Ta różnica to przede wszystkim szybkość działania i odporność na „zawłaszczenie” zasobów przez jedną feralną stronę zawierającą nieoptymalnie napisany kod js czy jakiś „ciężki” zasób, np. film czy animację. Miłym dodatkiem jest wbudowany bloker reklam, tryb oszczędzania baterii i (jeśli komuś to potrzebne) wbudowany VPN.

Wracając do szybkości działania i odporności na zamulanie – czyli kluczowych czynników. które mnie przekonały. Poniżej 2 przykłady przygód z Firefoxem z ostatnich miesięcy. Nie muszę chyba dodawać, że Opera radzi sobie z takimi sytuacjami zdecydowanie lepiej.

a) otwieram stronę http://www.appian.com i już mam kilkanaście sekund przywieszki. Jeśli otworzę ją w 5 kolejnych zakładkach mam pokaz slajdów, gigabajt zajętej pamięci, 100% CPU, czas reakcji na kliknięcia liczony w minutach. Może nie jest to typowe użycie przeglądarki, ale często jak czegoś szukam to klikam 5-10-15 linków z wyników wyszukiwania w Google czy Allegro i potem przechodzę na te zakładki kolejno – wystarczy że 2-3 z nich zawierają film w tle albo inny „zasób” i przeglądarka zaczyna przymulać,

b) mniej abstrakcyjny przykład – 10 zakładek, w których otwarte są panele zarządzania WordPress i puszczona jest aktualizacja systemu lub pluginów. Efekt – podobny jak powyżej, screen poniżej pokazuje zajęte przez liska zasoby oraz kilka „lekkich” procesów Opery (po jeden proces na otwartą zakładkę)

Aktualizacja z 7 marca 2017

Kilka razy musiałem wrócić na chwilę do Firefox’a – było trochę jak przesiadka z normalnego auta do walca drogowego – wrażenie naprawdę nieprzyjemne i tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że przesiadka była słuszna.

Żeby nie było za różowo – Opera kilkanaście już razy wpędziła mnie w depresję z powodu nie do końca działających „lightboxów” czyli okienek wyświetlanych na „warstwie” nakładanej na bieżącą stronę. Wiele razy musiałem się przesiadać na Firefox właśnie z tego powodu, że Opera pokazywała okno modalne ale było ono „zasłonięte” przez warstwę i nie dało rady nic kliknąć.

 

Comments

comments

Udostępnij ten wpis Facebookgoogle_pluslinkedinmailFacebookgoogle_pluslinkedinmail
Obserwuj blog Facebookgoogle_pluslinkedinrssmailFacebookgoogle_pluslinkedinrssmail