Lśnienie w formie audiobooka

Przesłuchałem już kilkanaście audiobooków. Jedne były fajne, inne słabiuteńkie – mało porywający lektor albo zbyt duże natężenie efektów specjalnych potrafią położyć najlepszy tekst. Teraz jednak trafiłem na perełkę, którą polecał będę wszystkim chcącym zacząć przygodę z tego rodzaju słuchowiskami.

Lśnienie„, bo o tej książce mowa, jest superprodukcją Audioteki. Oznacza to, że do czytania tekstu zaangażowano zespół aktorów a w tle dodano oprawę dźwiękową – wszystkie odgłosy otoczenia, kroki, stuki, zawodzenie wiatru i inne tego typu historie. Powstało słuchowisko trwające nieco ponad 21 godzin, którego słucha się z zapartym tchem, z kilku powodów.

Po pierwsze książka.

Nie czytałem jej nigdy ale teraz wiem, że to jeden z lepszych utworów Stephena Kinga jakie dane mi było „skonsumować”. O ile film Kubricka wgniatał w fotel pokazując co się dzieje z bohaterami o tyle książka pozwala się rozsmakować w kwestii tego co wyprawia się w ich głowach. King odwalił tu kawał dobrej roboty dodając każdej z postaci tło, które odkrywamy rozdział po rozdziale, akapit po akapicie. Prawdopodobnie napisał tę książkę za pomocą telepatii, magii i sztuczek pozwalających zamieszkać w głowach jakiejś dysfunkcyjnej amerykańskiej rodziny i spisać ich każdą myśl.

Po drugie – zespół aktorów i oprawa dźwiękowa. 

Jack Torrence, znany z filmu „Lśnienie” Stanleya Kubricka był rewelacyjną kreacją Jacka Nicholsona, która wszystkim zapadła głęboko w pamięć. Można śmiało powiedzieć, że przesądził o klasie tego filmu. Adam Woronowicz nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia, ale też nie położył tej roli. Słucha się go dość przyjemnie. Tak samo jak reszty bohaterów (szczególnie dobrze wypadł Marian Opania). Ale perełką jest tu głos… narratora.

 

Krzysztof Gosztyła od teraz będzie dla mnie punktem odniesienia w kwestii narracji, lektorów z następnych słuchowiskach będę porównywał do niego. Odpowiednio podnosząc lub opuszczając głos, przyspieszając i zwalniając tempo, akcentując niektóre wyrazy, potrafi wyczarować niesamowicie realny obraz w mojej głowie. Powinni dać mu jakiegoś narratorskiego Oskara, czy coś. Chociaż zdaję sobie sprawę, że komuś ta jego maniera może wydać się przesadzona czy drażniąca (też na początku miałem pewne obawy) to jednak po kilku rozdziałach byłem już jego oddanym fanem.

Tło dźwiękowe też jest bez zarzutu. Niepokojące odgłosy i plamy budują klimat by po chwili uderzyć z głośników feerią dźwięków, przy której słuchacz podskakuje na fotelu. To nie żadna przenośnia, przy tej książce pierwszy raz zdarzyło mi się autentycznie przestraszyć w jednej ze scen. Prowadziłem wtedy samochód i gdy opowiedziałem o tym znajomemu ten polecił mi udać się na stronę audioteki i przeczytać poniższe ostrzeżenie:

OSTRZEŻENIE
Ze względu na treść audiobooka oraz efekty dźwiękowe, które potęgują charakter tytułu zalecamy wstrzymanie się od słuchania audiobooka w sytuacjach wymagających niezachwianego skupienia jak np. podczas prowadzenia pojazdu.

Przyznam, że jest to wcale tak głupie – chociaż nadal słucham Lśnienia jadąc rano do pracy :).

Po trzecie cena

Audioteka ma obecnie promocję – wiele produktów, w tym Lśnienie, jest za 17 złotych. To naprawdę niewiele. Jeśli jednak przegapisz tę promocję to zawsze możesz zapisać się do Audioteka Plus – za każdy miesiąc subskrypcji płacisz 20zł i dostajesz 1 punkt na konto, którym możesz zapłacić za dowolny audiobook z ich oferty. W każdej chwili możesz się wypisać.

Na koniec

Miał być krótki wpis z treścią „Posłuchajcie Lśnienia, jest super!”. Wyszło jak zwykle. Przepraszam, ale uznałem że to słuchowisko zasługuje na nieco więcej niż lajk i szer.

Udostępnij ten wpis FacebooklinkedinmailFacebooklinkedinmail
Obserwuj blog FacebooklinkedinrssmailFacebooklinkedinrssmail