ostatnia rodzina

Nie wiem czy kogokolwiek ominęła kampania promocyjna filmu „Ostatnia Rodzina”. Jeśli nawet nie kampania to liczne doniesienia o nagrodach i nominacjach, powinny Was skusić do zainteresowania się tym filmem. Bo naprawdę warto.

Osobiście szedłem do kina nastawiony roszczeniowo. Profesjonalne trailery, liczne materiały przedpremierowe, ciekawa tematyka, świetni aktorzy… spodziewałem się czegoś niespodziewanego. Że wbije mnie w fotel i pozostawi zgniecionym na długie tygodnie.

Zamiast tego pierwsze sceny, na których pojawia się Tomasz Beksiński… rozczarowały mnie. Co jest do cholery, czemu mi się to wydaje nienaturalne, nazbyt karykaturalne, przerysowane? Wrażenie to mija po trosze z każdym kwadransem, przyzwyczajamy się do tego, film nas wciąga i kupujemy tę kreację Tomka (bo w końcu nie znaliśmy go osobiście, może taki po prostu był?), ale do końca filmu lekki „niesmak” pozostaje, przynajmniej w moim wypadku. To chyba jedyny punkt, który drażnił w trakcie seansu. Cała reszta trafiła do mnie, jak mało który film.

(Mam na myśli filmy w ogóle a nie tylko polskie – bo Ostatnia Rodzina jest takim obrazem, który przy najlepszych światowych produkcjach nie odstaje, nie gra roli kopciuszka. To jest kino, którym możemy się chwalić na najlepszych festiwalach świata i życzę mu tam powodzenia.)

Wracając jeszcze do odtwórcy Tomka Beksińskiego. Ogrom pracy jaki włożył w tę rolę Dawid widać dopiero kiedy poszukamy na Youtube fragmentów, na których widać Tomka w sytuacjach rodzinnych, w czterech ścianach bloku, nagranego kamerą ojca. Tam widać, że Ogrodnik po prostu wykonał kawał dobrej roboty. Czy jest to prawdziwy obraz Tomasza? To wiedzą tylko ci, którzy go znali osobiście.

Po kilkunastu dniach od seansu mam jednak pewność – poszedłbym jeszcze raz a na pewno obejrzę ponownie jak tylko pojawi się na VOD. Mało tego. Słucham audiobooka „Beksińscy – portret podwójny„, szukam na YT dalszych fragmentów historii tej rodziny, rozważamy kupienie jakiejś reprodukcji do domu, rozmawiamy o scenach z filmu, nakręcamy znajomych na pójście do kina… wkręciło nas dość poważnie, co widać choćby po tym wpisie. Mało który film ma w sobie taką siłę i mało który reżyser potrafi tak dobrze wciągnąć widza w przedstawiany świat i zainspirować do pogłębienia swojej wiedzy w jakimś temacie. Szacun.

O rewelacyjnej grze aktorów, świetnych zdjęciach i muzyce nawet nie wspominam, bo to oczywista oczywistość i uczta dla oczu i uszu.

Parę linków:

PS. Artur Pietras określił ten film „płytkim […] The Best of Beksińscy”. Nawet jeśli tak, to chwała twórcom filmu za to, że tysiące osób na nowo zainteresują się historią tej rodziny, będą czytać książki, oglądać obrazy, odkrywać Beksińskich na swój sposób.

Comments

comments

 

Udostępnij ten wpis Facebookgoogle_pluslinkedinmailFacebookgoogle_pluslinkedinmail
Obserwuj blog Facebookgoogle_pluslinkedinrssmailFacebookgoogle_pluslinkedinrssmail